Kategorie: Wszystkie | filmowo | książkowo
RSS
środa, 08 października 2008

Na blogu Zosi http://lekturki.com/2008/09/100-najlepszych-powiesci-wedlug-bbc/ znalazłam listę i oczywiście postanowiłam się sprawdzić. Wyszło całkiem nieźle – 46 pozycji pozostaje w mojej pamięci, część czeka grzecznie na moich półkach, o kilku nie słyszałam, więc będą stanowić źródło dalszych poszukiwań.

 Poniżej instrukcja:
1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.
2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.
3. Podkreśl te książki, które kochasz/uwielbiasz/bardzo lubisz.
4. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.
5. Umieść to na blogu.

Miłej zabawy!

 1. Pride and Prejudice - Jane Austen
2. The Lord of the Rings - JRR Tolkien

3. Jane Eyre - Charlotte Bronte
4. The Harry Potter Series - JK Rowling

5. To Kill a Mockingbird - Harper Lee

6. The Bible – to moje osobiste wyzwanie
7. Wuthering Heights - Emily Bronte
8. Nineteen Eighty Four - George Orwell

9.
Dark Materials - Philip Pullman- już kilka razy miałam ją w rękach przy okazji buszowania w księgarniach, chyba nadchodzi czas zabrania jej do domu
10.
Great Expectations - Charles Dickens
11. Little Women - Louisa M Alcott
12. Tess of the D’Urbervilles - Thomas Hardy
13. Catch 22 - Joseph Heller
14. Complete Works of Shakespeare
15. Rebecca - Daphne Du Maurier
16. The Hobbit - JRR Tolkien
17. Birdsong - Sebastian Faulks
18. Catcher in the Rye - JD Salinger
19.
The Time Traveller’s Wife - Audrey Niffenegger – niespodziewane odkrycie tegorocznego urlopu, już wkrótce recenzja tej niezwykłej książki
20.
Middlemarch - George Eliot
21. Gone With The Wind - Margaret Mitchell

22. The Great Gatsby - F Scott Fitzgerald
23. Bleak House - Charles Dickens
24. War and Peace - Leo Tolstoy

25. The Hitch Hiker’s Guide to the Galaxy - Douglas Adams

26. Brideshead Revisited - Evelyn Waugh
27. Crime and Punishment - Fyodor Dostoyevsky
28. Grapes of Wrath - John Steinbeck

29. Alice in Wonderland - Lewis Carroll
30. The Wind in the Willows - Kenneth Grahame
31. Anna Karenina - Leo Tolstoy
32. David Copperfield - Charles Dickens

33. Chronicles of Narnia - CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Persuasion - Jane Austen
36. The Lion, The Witch and The Wardrobe - CS Lewis
37.
The Kite Runner - Khaled Hosseini – świeże odkrycie, wstrząsająca, wartościowa, aktualnie na moim stoliku kolejna książka autora „Tysiąc wspaniałych słońc”
38. Captain Corelli’s Mandolin - Louis De Bernieres
39. Memoirs of a Geisha - Arthur Golden

40. Winnie the Pooh - AA Milne
41. Animal Farm - George Orwell

42. The Da Vinci Code - Dan Brown
43. One Hundred Years of Solitude - Gabriel Garcia Marquez .
44. A Prayer for Owen Meaney - John Irving – Irving jest jednym z moich ulubionych autorów, a Modlitwa za Owena jest moim zdaniem jedną z najbardziej poruszających jego książek

45. The Woman in White - Wilkie Collins
46. Anne of Green Gables - LM Montgomery
47. Far From The Madding Crowd - Thomas Hardy
48. The Handmaid’s Tale - Margaret Atwood

49. Lord of the Flies - William Golding
50. Atonement - Ian McEwan
51. Life of Pi - Yann Martel
52. Dune - Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons
54. Sense and Sensibility - Jane Austen
55. A Suitable Boy - Vikram Seth
56. The Shadow of the Wind - Carlos Ruiz Zafon  
57. A Tale Of Two Cities - Charles Dickens
58. Brave New World - Aldous Huxley
59. The Curious Incident of the Dog in the Night-time - Mark Haddon
60. Love In The Time Of Cholera - Gabriel Garcia Marquez
61. Of Mice and Men - John Steinbeck
62. Lolita - Vladimir Nabokov
63. The Secret History - Donna Tartt
64. The Lovely Bones - Alice Sebold
65. Count of Monte Cristo - Alexandre Dumas
66. On The Road - Jack Kerouac

67.
Jude the Obscure - Thomas Hardy – od kilku lat czeka na półce
68. Bridget Jones’s Diary - Helen Fielding

69. Midnight’s Children - Salman Rushdie – na półce w oczekiwaniu na swoją kolej
70. Moby Dick - Herman Melville
71. Oliver Twist - Charles Dickens
72. Dracula - Bram Stoker
73.
The Secret Garden - Frances Hodgson Burnett – jedna z ukochanych książek dzieciństwa
74.
Notes From A Small Island - Bill Bryson
75.
Ulysses - James Joyce – chciałabym chociaż spróbować, zwłaszcza po lekturze dzienników V.Woolf
76. The Bell Jar - Sylvia Plath
77. Swallows and Amazons - Arthur Ransome
78. Germinal - Emile Zola

79. Vanity Fair - William Makepeace Thackeray
80. Possession - AS Byatt – wszędzie jej poszukuję

81. A Christmas Carol - Charles Dickens
82. Cloud Atlas - David Mitchell
83. The Color Purple - Alice Walker
84. The Remains of the Day - Kazuo Ishiguro

85. Madame Bovary - Gustave Flaubert
86. A Fine Balance - Rohinton Mistry
87. Charlotte’s Web - EB White
88. The Five People You Meet In Heaven - Mitch Albom
89. Adventures of Sherlock Holmes - Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton
91. Heart of Darkness - Joseph Conrad
92. The Little Prince - Antoine De Saint-Exupery

93. The Wasp Factory - Iain Banks
94. Watership Down - Richard Adams
95. A Confederacy of Dunces - John Kennedy Toole
96. A Town Like Alice - Nevil Shute
97. The Three Musketeers - Alexandre Dumas
98. Hamlet - William Shakespeare

99. Charlie and the Chocolate Factory - Roald Dahl
100.
Les Miserables– Victor Hugo  

W ubiegłym tygodniu dopadło mnie paskudne przeziębienie, które uziemiło mnie w domku na ładnych kilka dni. Choć katar i suchy kaszel nie należą do przyjemności, wykorzystałam ten czas najlepiej jak mogłam, połykając jedną za drugą książki z mojego stosiku. W przerwie między dość ciężkimi pozycjami pochłonęłam jeden z ostatnich kryminałów Joanny Chmielewskiej pt. „Zapalniczka”.Fanką Chmielewskiej jestem od lat bardzo młodzieńczych, końcówkę podstawówki i całe liceum spędziłam rechocząc dziko przy lekturze jej powieści. Wielokrotnie ktoś z rodziny wpadał do mojego pokoju i ogromnie zdziwiony zastawał mnie przy książce a nie w licznym towarzystwie, które usprawiedliwiałoby głośne wybuchy śmiechu. Styl p. Joanny, jej poczucie humoru, prześmieszne charakterystyki i niezwykły dystans do świata przy jednoczesnym maksymalnym zaangażowaniu w każdą sprawę niezmiennie mnie zachwycają. „Romans wszechczasów”, „Dzikie białko” czy „Całe zdanie nieboszczyka” czytałam wielokrotnie,  a ich autorkę podziwiam za niezwykły realizm najbardziej karkołomnych wygibasów, do jakich zmuszała swoich bohaterów. Dzięki lekturze tych kryminałów mogłam zagłębić się w nieznane mi zupełnie tematy, gdyż Chmielewska akcję swoich książek zawsze umieszcza w charakterystycznym środowisku, przy okazji szczegółowo je opisując. I tak sporo się dowiedziałam o fachowym odławianiu bursztynu, koniach wyścigowych i machlojkach na torach wyścigów, hazardzie, o pracy dochodzeniówki nie wspominając.  W książkach Chmielewskiej bohaterowie za ujmują się swoimi pasjami na 300%, nic nigdy nie jest na pół gwizdka. Taka jest chyba sama autorka, osoba pełna pasji i energii, niezmiennie zaciekawiona całym światem.„Zapalniczka”, podobnie jak wszystkie kryminały Chmielewskiej to świetne remedium na jesienną pluchę. Z wypiekami na twarzy śledziłam proces rozwikłania morderstwa pewnego nieuczciwego ogrodnika, w które p. Joanna zaangażowała sporą grupę przyjaciół i rodziny, utrudniając zarazem wykrycie sprawcy pewnemu młodemu i ambitnemu policjantowi. Przez karty książki przewijają się całe tabuny barwnych postaci, a grupa Chmielewskiej spotyka się w jej domu, aby przy licznych i rozmaitych trunkach wspieranych gotowanym bobem (mniam!) i parówkami w sosie chrzanowym omówić kolejne tropy. Autorka nie szczędzi nam nagłych zwrotów akcji i wątków romansowych, a smaczki takie jak ten:„Cholera z tymi ludźmi, jakby nie mogli żyć mniej więcej jak ludzie. Małpa im urodziła bliźnięta. Dopiero teraz normalnie wrócili do domu”powodują wybuchy niekontrolowanego śmiechu.

Każdego, kto chce wiedzieć co z tą małpą(tym razem nie w czerwonym:)), zrywać boki ze śmiechu, a przy okazji rozwiązać tajemnicę morderstwa gorąco zachęcam do przeczytania „Zapalniczki”.

środa, 24 września 2008

Zamieszanie w związku z przygotowaniami do ślubu, a potem wyjazd na zasłużone wakacje spowodowały zastój na moim nowiutkim blogu, chyba zbyt zajęty okres wybrałam na jego rozpoczęcie. Udało mi się w tym gorącym okresie przeczytać kilka fantastycznych książek, które mam nadzieję tu sukcesywnie opisać. Jako pierwszą pozycję z wyzwania przeczytałam „Chłopca z latawcem”, ale dzisiaj na gorąco piszę recenzję kolejnej powieści o mieście z mojej listy..

W drugą podróż w ramach wyzwania Miejskie czytanie wybrałam się do Kairu dzięki „Opowieściom starego Kairu” Nadżiba Mahfuza. To również pozycja w moim osobistym wyzwaniu, którego celem jest poznanie twórczości każdego noblisty w dziedzinie literackiej.

„Opowieści...” ukazują życie tradycyjnej muzułmańskiej rodziny w przełomowym dla Egiptu okresie walki o niepodległość w latach 1917-1919. Na czele rodziny stoi ojciec, postać zarysowana przez autora w sposób powiedziałabym schizofreniczny. As-Sajjid jest dla swojej rodziny, żony, dwóch córek i trzech synów, bezwzględnym tyranem, wymagającym absolutnego posłuszeństwa i kultywującym tradycję w bardzo surowy sposób. Dla matki i córek tradycja oznacza zakaz opuszczania domu oraz kontaktów z mężczyznami spoza rodziny. Synowie, największa duma muzułmańskiego mężczyzny, mający większą swobodę dzięki możliwości kształcenia się, są przez niego zastraszeni i pozbawieni prawa głosu czy decydowania o swoim losie.

„Ojca spotykali tylko w czasie śniadania.(...)Śniadanie, mimo, że trwało krótko, było dla nich ciężkim przeżyciem. Zmuszeni byli do wojskowego wręcz reżimu, a sparaliżowani strachem popełniali błędy i niezręczności i myśleli tylko o tym jak się ich ustrzec.”

Ten sam człowiek, który w domu przestrzega tradycyjnego podziału ról i nie pozwala w domu na najmniejsze przejawy zabawy czy swobody, całe noce spędza na hulankach z przyjaciółmi i u kolejnych kochanek. Wśród przyjaciół, człowiek ten uchodzi za delikatnego, wręcz czułego, a przede wszystkim wesołego kompana, bez którego towarzystwa żadna biesiada obejść się nie może.

Życie płynie głównemu bohaterowi na pracy, srogim traktowaniu własnej rodziny i licznym uciechom ducha i ciała podczas conocnych spotkań z przyjaciółmi. Jego rodzina również żyje w pewnym rozdwojeniu jaźni, podporządkowując się surowym nakazom i zakazom w jego obecności, a odnajdując radość i swobodę podczas jego nieobecności.

Autor przedstawia świat, dla mnie niepojęty, gdzie w stosunkach rodzinnych jest jednocześnie strach i szacunek, podporządkowanie i ogromna miłość, gdzie matka i dzieci, pomimo poczucia zniewolenia uważają swoją pozycję za słuszną i jedyną właściwą. Chwilami pragną rozluźnienia sztywnego gorsetu zasad, ale nigdy nie zdobywają się na krytykę postępowania ojca, nawet we własnym gronie.

Cała ta sytuacja podporządkowania się jednej osobie, która na dodatek pozwala sobie na wszelkie uciechy, których broni innym powodowała we mnie silny opór. Pewnie dlatego książkę czytałam wolno, skokami, żeby osłabić działanie poczucia niesprawiedliwości, które ogarniało mnie co chwilę. Po raz kolejny przekonałam się, jak ciężko mi przyjąć zasady funkcjonowania społeczeństwa muzułmańskiego, czyniącego mężczyznę panem i władcą, a kobietę pozbawiającego wszelkiej godności, a za to kładąc na niej ciężar honoru mężczyzny.

 

Kair w tej książce to głównie wąskie uliczki, gdzie widać głównie mężczyzn, zacne kobiety nie wychylają się zza maszrabiji – czyli zakratowanego okna czy balkoniku, przez który mogą obserwować ulicę, same nie będąc widziane. Pięknie natomiast możemy się zorientować w topografii kairskiego domu, w jego zwyczajach, zarówno codziennych jak i świątecznych, będąc świadkami przygotowań do ślubu a następnie samych uroczystości. Jako, że akcja książki rozgrywa się głównie w domu, niewiele tu znajdzie czytelnik opisów samego miasta, ale ono jest wyczuwalne w tętnie każdego z bohaterów, jakby w drugim planie słychać głos muezinów nawołujących do modlitwy. Kiedy autor opisuje wizytę ojca i synów w meczecie, można poczuć tą gorącą temperaturę, która nie pozostaje bez wpływu na temperament ludzi będących pod jej działaniem.

Mahfuz nie jest autorem „łatwym i przyjemnym”, ale pomimo momentami gęstej i dusznej atmosfery, w jaką wprowadziła mnie ta książka na pewno w przyszłości sięgnę po kolejne pozycje tego autora. Teraz ciekawa jestem portretu kairskiej śmietanki inteligenckiej opisanej w „Rozmowach nad Nilem”.

  

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Pod wpływem wyzwania Miejskie czytanie wybrałam się do księgarni po "Chłopca z latawcem" i ogarnął mnie z trudem powstrzymywany szał książkowych zakupów. Nie ma co ukrywać, uwielbiam oddawać się tej namiętności, choć dawno nie udało mi się tak smakowicie obłowić. Recenzje kolejnych tomów pewnie wkrótce się tutaj pojawią. Poza wyżej wspomnianym "Chłopcem...", nabyłam również "Frisztę" Petry Prochazkovej i od niej właśnie zaczęłam zagłębianie się w afgański świat.

Czytając powieść tak mocno osadzoną i opisującąkonkretny kraj i jego obyczaje, jak opisuje Afganistan "Friszta", zawsze zastanawiam się na ile tym opisom mogę zaufać, wiedząc że autor nie wywodzi się bezpośrednio z opisywanej przez siebie kultury. Petrze Prochazkovej zaufać można, to czeska reporterka wojenna, od lat zaangażowana w opisywanie sytuacji w krajach ogarniętych wojną. Swoje reportaże nadawała m.in. z Gruzji, Czeczenii, Osetii, Afganistanu, Kaszmiru.

O Afganistanie i obyczajach jego mieszkańców wiedziałam do tej pory stosunkowo niewiele. Pomimo, że w świecie o nich głośno, to jednak zawsze zastanawia mnie, na ile Ci, o których głośno stanowią istotną próbę reprezentatywną, na której można budować swoją o tej kulturze opinię? Zawsze dochodzę do wniosku, że na takiej podstawie absolutnie nie należy formować żadnych opinii, ponieważ nie będą nawet zbliżone do rzeczywistości. Muszę przyznać, że lektura "Friszty" dostarczyła mi wielu informacji i oczywiście podsyciła motywację do dalszych poszukiwań. Tym samym literaturę opisującą Afganistan, jak i inne kraje arabskie dodaję na stałe do mojej listy kultur, gdzie od kilku lat królują Indie, Chiny i Japonia.

"Friszta" dostarcza czytelnikowi mnóstwa szczegółów dotyczących odmiennej, ale i interesującej kultury Afgańczyków. Obraz afgańskiej rodziny, tradycyjnie wielopokoleniowej, żyjącej we współczesnym Kabulu pozwala nam przjrzeć się codziennym rytuałom, hierarchii, zasadom współżycia i zależności poszczególnych członków rodziny. Dzięki głównej bohaterce poznajemy szczegóły bardzo intymne, często oburzające, ale też wzruszające. Na pierwszy rzut oka Afgańczyk to Obcy, który swoją żonę ukrywa w domu lub pod burką i czuje się upokorzony, kiedy odezwie się do niej obcy mężczyna. To pan i władca, który wymaga pełnego posłuszeństwa. Z drugiej strony, to człowiek, który przyjmuje pod swój dach upośledzonego chłopca i traktuje jak swojego syna, nie zadając zbędnych pytań bo po prostu tak trzeba. 

Kobieta w tej kulturze jest całkowicie zależna i poddana woli swojego mężczyzny. Kobita, która traci prawa do swoich dzieci w chwili rozwodu, ponieważ władzę nad nimi przejmuje rodzina męża. To fakt nie do ogarnięcia dla współczesnej europejki, mającej takie samo prawo do wykształcenia i zabierania głosu w dyskusji jak jej brat. Ale czy aż tak bardzo odlegli jesteśmy od tego schematu? Tak łatwo zapomnieliśmy, że prawo do głosowania uzyskałyśmy na początku XX wieku, a Szwajcarki na przykład dopiero w latach 70-tych? Zbyt szybko chyba w zbiorowej pamięci zachodniego społeczeństwa poszła w zapomnienie walka sufrażystek o równe prawa kobiet i mężczyzn, że tak łatwo wydawać nam sądy o tym co właściwe, a co nie. Nie wyobrażam sobie życia w afgańskiej rodzinie, bycia afgańską córką, żoną, matką. Ale wierzę, że i tam mają szansę zajść zmiany, które z czasem dadzą kobietom prawo do głosu, a mężczyznom pozwolą czerpać radość z partnerskich związków z matkami, siostrami, żonami.

 "Friszta" pełni ważną misję, pozwala poznać a co za tym idzie oswoić odrobinę tą inność. Za oswojeniem ma szansę przyjść zrozumienie. Polecam gorąco  "Frisztę" wszystkim, zwłaszcza, ze temat tak interesujący, został przez autorkę podany bardzo żywym, dowcipnym językiem. Od pierwszej strony nie mogłam się oderwać, a w najbliższym czasie wybieram się na poszukiwania drugiej książki Prochazkovej, w której opisała historie kilku Rosjanek i Czeczenek, organizujących dla swoich rodzin normalne życie w ogarniętym wojną kraju.

piątek, 01 sierpnia 2008

Dzisiaj rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, a we mnie refleksje wywołane wczoraj obejrzanym filmem...

"W dolinie Elah" nawiązuje do współczesnej wojny, jeden z pierwszych filmów, który nie boi się odzierać etosu bohaterskiej inwazji w Iraku. W skrócie: ojciec dostaje informację, ze jego syn, żołnierz armii amerykańskiej wrócił z misji w Iraku i nie zameldował się w bazie po przepustce. Jedzie do miasteczka, gdzie mieści się baza i rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Do pomocy udaje mu się pozyskać młodą panią detektyw - świetna rola Charlize Theron. I najważniejsza kwestia wokół której dla mnie film oscyluje - kolejne odsłony zła, które tkwi w każdym z nas i moze się ujawnić właśnie w takich ekstremalnych sytuacjach jak pobyt na wojnie. Mocny argument do toczącej się od lat dyskusji, nie wiem czy nie zapoczątkowanej przez profesora psychologii Philipa Zimbardo, który realizując swój głośny eksperyment "Więzienie" poruszył lawinę... Zwykli sudenci, stabilni psychicznie, umieszczeni w zaimprowizowanym więzieniu i losowo podzieleni na grupę strażników i więźniów zadziwiająco szybko przestali zauwać granicę pomiędzy rzeczywistością a eksperymentem, weszli w swoje role tak mocno i tak brutalnie się wobec siebie zachowywali, ze eksperyment musiał zostać przerwany.  W filmie zło odkrywa swoje oblicze stopniowo, rezyser nie pozwala nam na długo przypisać etykietki dobrego czy złego do  żadnej z pojawiających się postaci. Postaci ojca odkrywającego prawdę o swoim dorosłym synu, przeciwstawiona jest postać pani detektyw, samotnie wychowującej dziecko. Ona jeszcze nie wie kim będzie i jakie decyzje podejmie jej syn kiedy dorośnie, a przecież każdy żołnierz był kiedyś słodkim maluszkiem z wiatrem we włosach i obwódką z czekolady wokół ust. 

Choć sama nie mam jeszcze swoich dzieci, nasuwa mi się myśl co będzie z moim słodkim malcem, kiedy dorośnie, czy będzie musiał walczyć i o co? Dlaczego taka historia, jak w Iraku dzieje się pod naszym nosem w tym zadowolonym i sytym świecie? Dlaczego musimy zabijać? Dlaczego, dlaczego...

Smutno mi po tym filmie, ale cieszę się powstał, mam nadzieję, że powstanie ich więcej, że zacznie się dyskusja co z tymi chłopakami, którzy jadą na wojenne misje i nikt nie myśli co z nich w swoich głowach, wspomnieniach, koszmarach przywożą do domów.

czwartek, 31 lipca 2008

Coś się pokręciło przy zmianie szablonu i pierwszy wpis w ogóle nie chce się pokazywać poza tytułem... Podobnie jak lista moich lektur z miejskiego czytania i nijak nie chce się pokazać pomimo moich wielokrotnych prób z przepisywaniem ręcznym włącznie:(  Mam nadzieję, ze kolejne prace przy wyglądzie mojego bloga nie spowodują jakichś kolejnych strat:) Doświadczonym blogerom będę wdzięczna za pomoc:) Spróbuję go tutaj wkleić:

Już od dłuższego czasu nosiłam sie z zamiarem tworzenia zapisków z przeczytanych lektur, sama lista przestała wystarczać, zwłaszcza, kiedy sięgam do pozycji sprzed kilku lat, okazuje się, że niewiele pamiętam:) Czytanie było od zawsze... pierwsze książeczki z rodzicami, a potem już swobodne odkrywanie nowych światów. Całe kieszonkowe zostawiałam w zaprzyjaźnionej księgarni, gdzie tatko miał zwyczaj zapowiadać od progu:"za długi mojej córki nie odpowiadam, dajecie jej na krechę na własną odpowiedzialność..." Potem tam chwilkę pracowałam i nadal zostało we mnie marzenie o własnej księgarni rodem z filmu "Masz wiadomość".                                                         Moje blogowanie zaczynam podjęciem wyzwania - Miejskie czytanie                                                                  Lista moich lektur w ramach wyzwania poniżej:

Bombaj - Salman Ruschdie "Ostatnie westchnienie maura"

Kair - Naguib Mahfouz "Opowieści starego Kairu"

Kabul - Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"

Istambuł - Orhan Pamuk "Nazywam się czerwień"

A jak się uda w wyznaczonym czasie to jeszcze Bombaj - Vikram Chandra "Święte gry".

Wpadła w moje ręce ostatnia część z cyklu o Zawrociu Hanny Kowalewskiej i oczywiście zanim się za nią zabrałam musiałam sobie odświeżyć dwie poprzednie.

Też tak macie? Za każdym razem, kiedy muszę czekać na kolejne części cyklu zapomina mi się masa szczegółów i potem zabieram się powtórek, żeby wszystko pokojarzyć. Ostatnio nawet odłożyłam sobie „Dzień mrówek” na później, żeby od razu móc połknąć całość, jeśli okaże się tego warty oczywiście. To zapominanie ma swoje plusy – wracam do ulubionych lekturek i od nowa cieszę się odkrywaniem smaczków i wątków.

Ale wracając do Zawrocia… niełatwo ten cykl opisać, styl autorki robi na mnie duże wrażenie. Wszystkie trzy książki, które w skład cyklu wchodzą pozwalają zanurzyć się wszystkimi zmysłami w wykreowany świat. Kowalewska bawi się słowami, ogląda ich znaczenia z różnych punków, powoli buduje świat, w którym porusza się jej bohaterka – Matylda.

W „Tego lata, w Zawrociu” poznajemy Matyldę, trzydziestoletnią warszawiankę, która dziedziczy po swojej babce piękny dom z ogrodem na prowincji. Matylda wędrując po domu zmarłej babki odkrywa kolejne rodzinne tajemnice, powiązania i zależności, które doprowadziły do rozpadu rodziny.  Jednocześnie odkrywa jakąś część nieznanej siebie. W pamiętniku, który zostawiła babka podejmuje z nią dialog, próbując dociec przyczyn, dla których babka powierzyła posiadłość właśnie jej – wnuczce z którą nigdy nie miała kontaktu, córce nigdy nie zaakceptowanego zięcia. W Zawrociu Matylda musi zmierzyć się z niechęcią swojej rodziny i nękającymi ją duchami z przeszłości.

Autorka prowadzi nas po zakamarkach starego domu z ogrodem pełnym rozbuchanej, dusznej zieleni odkrywając kolejne tajemnice, ale i pozostawiając pewne niedopowiedzenia, niewyjaśnione wątki, które rozbudzają wyobraźnię i pobudzają do poszukiwania drugiego dna. Postaci występujące w powieści wymykają się jednoznacznym ocenom, a na kolejnych kartach odkrywamy nowe motywy, które mogły kierować ich postępowaniem.

W drugiej części cyklu pt. „Góra śpiących węży” Matylda pobudzona odkrywaniem przeszłości związanej z historią rodziny matki postanawia przywrócić sobie pamięć dawno zmarłego ojca, o którym tak niewiele opowiadała jej matka. Docierając do prawdy o okolicznościach jego tragicznej śmierci odkryje znacznie więcej niż mogłaby się spodziewać.

Trzecia część cyklu „Maska arlekina” jest chyba najbardziej mroczna i smutna, a Matylda musi jeszcze raz zmierzyć się z duchami swojej przeszłości. Lakonicznie opisany we wcześniejszych częściach mąż Matyldy Filip tutaj wysuwa się na pierwszy plan. Przewrotny los nakazuje bohaterce zweryfikować swoje wspomnienia, a może złudzenia o charakterze związku, który połączył pragnącą ciepła dziewczynę z charyzmatycznym twórcą studenckiego teatru. W 10 lat po śmierci Filipa Matylda nadal nie szuka zapomnienia w przelotnych miłostkach i związkach bez zobowiązań. Filip jest jej niewidocznym towarzyszem, stanowi punkt odniesienia.

Kowalewska w mistrzowski sposób wprowadza na scenę kolejnych aktorów, czasem zaznaczając ich obecność jednym słowem, które wraz z rozwojem akcji nabiera coraz głębszego znaczenia. Cykl o Zawrociu trzyma w napięciu do ostatniego zdania, popycha tempem akcji do pochłaniania kolejnych stron, choć poetycki język autorki skłania przewrotnie do rozsmakowania się fakturą i zapachem słów naładowanych emocjami.

wtorek, 29 lipca 2008

Już od dłuższego czasu